piątek, 18 sierpnia 2017

Kiedy nic nie ma sensu...

Budzisz się. Są wakacje. Nie musisz wstawać. Nie chcesz wstawać. I tak nie masz co robić i zaraz się znowu położysz. Ale musisz siku i to jest jedyna rzecz, która cię wyciąga ostatecznie z łóżka.

Idziesz do łazienki. Wchodząc, patrzysz w lustro. Próbujesz się uśmiechnąć, żeby chociaż spróbować sobie dodać siły na dzień, ale tylko przypominasz sobie, dlaczego nie lubisz się uśmiechać. Brzydko ci z uśmiechem. Ze smutkiem też. W ogóle z twoją twarzą ci brzydko. Robisz swoje i wracasz do pokoju. Nie jesz śniadania. Zjesz coś później. I tak nie masz tyle hajsu, żeby sobie pozwolić na śniadania, więc brak apetytu jest twoim sprzymierzeńcem.

Wracasz do pokoju. Położyć się? Usiąść do laptopa? Tak czy siak nie zrobisz nic pożytecznego. W końcu decydujesz się na laptopa. Włączasz przeglądarkę, która domyślnie otwiera ci youtube. Nowe powiadomienia. Sprawdzasz. Przybyło hejtów pod ostatnią rzeczą, jaką wrzuciłeś. Twój kanał to jedyna rzecz, jaką lubisz robić, więc dobija cię to bardziej, bo hejtów przybywa z każdym filmikiem i uświadamiasz sobie, że nawet tego nie potrafisz.

Wyłączasz laptopa. Kładziesz się. Sięgasz po telefon, ale przypominasz sobie, że i tak nie masz z kim pogadać, więc sobie tak leżysz. Mija kilka godzin. W końcu postanawiasz zjeść, bo jednak śmierć głodowa to nie jest twoje idealne samobójstwo. Jedna kromka z majonezem i ketchupem brzmi jak idealny posiłek na cały dzień. Jesz. Wracasz do pokoju. Włączasz grę. Grasz jedną rozgrywkę i wyłączasz. Gry cię już nie bawią. Nie masz na nie siły.

Słuchasz jeszcze chwilę muzyki na laptopie i znowu się kładziesz. Sięgasz po telefon. Postanawiasz komuś napisać, że się źle czujesz. W odpowiedzi dostajesz tylko informację, że za dużo narzekasz i przesadzasz. Nie tego teraz potrzebujesz, więc wyłączasz internet w telefonie.

Przez chwilę w głowie świta ci myśl, że w pokoju obok jest kilka opakowań psychotropów a na dole jest pół butelki whiskey. Rozważasz pomysł. I tak nikt cię nie potrzebuje. Wiele osób i tak ci życzy śmierci i czułaby się lepiej, jakbyś się zabił. Ale jednocześnie myślisz sobie, że twojej rodziny nie stać na pogrzeb. No i nie przejmują się tobą na tyle, żeby cię od razu znaleźć, więc pewnie by cię znaleźli dopiero, jak się rozłożysz i zaczniesz śmierdzieć a na sprzątanie po trupie tym bardziej ich nie stać. Rezygnujesz. Niby byś był martwy i to już by nie był twój problem, ale zawsze się bardziej przejmujesz innymi niż sobą.

Leżysz dalej. Ostatecznie zaczynasz płakać i płakać aż nie zaśniesz. Nawet nie zauważyłeś, że siedziałeś tak nic nie robiąc do 3 nad ranem. Zasypiając wiesz tylko, że jutro wszystko się powtórzy.